Ubezpieczenie to nie przesąd
Zapytaj znajomego, czy ma ubezpieczenie na życie. Prawdopodobnie odpowie „tak”. Zapytaj, na jaką sumę, co dokładnie obejmuje i czy obejmuje niezdolność do pracy, nie tylko śmierć. Odpowiedzi już nie będzie tak pewnej – zapadnie się w sobie, spojrzy gdzieś w bok, powie „chyba tak, muszę sprawdzić”.
Według najnowszego raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń o świadomości ubezpieczeniowej Polaków aż 65 procent z nas deklaruje posiadanie polisy na życie – mniej więcej po połowie w formie indywidualnej i grupowej, wykupionej przez pracodawcę 1. To brzmi całkiem nieźle. Sam raport dodaje jednak istotne zastrzeżenie: część badanych myli obowiązkowe OC samochodu z dobrowolnym ubezpieczeniem, co sugeruje, że realny poziom świadomej ochrony jest niższy, niż wynika z samych deklaracji .
Innymi słowy: problemem nie jest brak ubezpieczeń. Problemem jest to, że mamy je „jakoś”, bez pełnej świadomości, co faktycznie obejmują – polisa istnieje, składka jest płacona, ale nikt nie sprawdził, na co realnie ta ochrona się przekłada w dniu, w którym byłaby potrzebna.
Popatrz na taką historię: mężczyzna miał ubezpieczenie grupowe z pracy od lat. Kiedy złamał nogę na nartach i nie mógł pracować przez dwa miesiące, okazało się, że polisa wypłaca odszkodowanie przy trwałym uszczerbku na zdrowiu, nie przy czasowej niezdolności do pracy. Miał ubezpieczenie. Nie miał jednak ochrony na wypadek, który akurat go spotkał – a przez dwa miesiące bez pensji, z ratą kredytu i bez odszkodowania, dowiedział się tego w najgorszy możliwy sposób.
To nie jest argument przeciwko ubezpieczeniom. To argument za tym, żeby traktować je jak narzędzie, które trzeba dobrać do konkretnego ryzyka, a nie jak talizman, który kupuje się raz i o nim zapomina, licząc, że sama jego obecność w szufladzie z dokumentami coś załatwia.
Warto ubezpieczyć to, czego strata byłaby katastrofalna – zdrowie, zdolność do zarabiania, dach nad głową. Nie trzeba ubezpieczać wszystkiego, co teoretycznie mogłoby się zdarzyć – stąd tyle sprzedawanych, a rzadko realnie potrzebnych polis na drobne gadżety czy elektronikę, oferowanych przy kasie razem z nowym telefonem, których koszt w skali kilku lat często przewyższa wartość samej naprawy.
Zrób dzisiaj
Znajdź jedną posiadaną polisę – ubezpieczenie na życie, zdrowotne, mieszkania – i poświęć 10 minut na przeczytanie, co dokładnie obejmuje, a czego nie. Skup się na wyłączeniach, nie tylko na obietnicach z reklamy.
Ubezpieczenie, którego zakresu nie znasz, jest niewiele lepsze niż jego brak.
Przypisy — rozdział 2.5
1 Polska Izba Ubezpieczeń, „Świadomość ubezpieczeniowa Polaków 2026”, cytowane w Bankier.pl. ↩