Strata, która nie jest porażką
Bogdan stracił firmę, którą budował dwanaście lat. Nie przez własny błąd – pandemia, łańcuch dostaw, kaskada zdarzeń, na które nie miał wpływu, jedno za drugim, każde osobno do przetrwania, razem nie do udźwignięcia. Z dnia na dzień z właściciela firmy zatrudniającej dwadzieścia osób stał się kimś, kto musi zaczynać od nowa, w wieku, w którym większość ludzi myśli już o stabilizacji, nie o starcie, wysyłając CV do firm, w których dwadzieścia lat wcześniej sam mógłby być pracodawcą.
Nie ma w tej historii fałszywego happy endu, w którym strata okazuje się „błogosławieństwem w przebraniu”. Strata bolała, i to bardzo. Miesiącami budził się w nocy, licząc, gdzie popełnił błąd, choć w gruncie rzeczy nie popełnił żadnego, którego dałoby się uniknąć. A to jest osobny rodzaj cierpienia, szukanie winy tam, gdzie jej nie było, tylko dlatego że łatwiej znieść błąd niż przypadek.
Ale dwa lata później Bogdan mówił coś, czego nie mógłby powiedzieć wcześniej: wiedział teraz, dokładnie, że potrafi stracić wszystko i wciąż wstać następnego dnia. Ta wiedza – nie optymizm, nie naiwna wiara, tylko chłodna, sprawdzona w praktyce świadomość własnej zdolności do przetrwania – stała się czymś, czego nie miał, zanim stracił firmę. Nikt nie mógł mu tego wcześniej powiedzieć w sposób, który by uwierzył. Trzeba było przez to przejść.
Psychologowie badający reakcje na trudne doświadczenia od lat 90-tych używają na to zjawisko określenia „wzrost potraumatyczny” – nie w znaczeniu, że trauma jest dobra, tylko że część ludzi, którzy przez nią przechodzą, wychodzi z niej z realnie zmienionym, często głębszym rozumieniem własnych możliwości 1. To nie dotyczy każdego i nie dzieje się automatycznie – i nikt rozsądny nie powinien nikomu życzyć straty w imię potencjalnego „wzrostu”. Ale pokazuje coś ważnego: strata i rozwój nie zawsze stoją po przeciwnych stronach, mimo że intuicja podpowiada coś innego.
Cała ta książka mówiła o budowaniu i zabezpieczaniu. Ten rozdział mówi o czymś, co łatwo przeoczyć: że część twojej odporności nie bierze się z tego, co zdołałeś ochronić, tylko z tego, co już straciłeś – i przeżyłeś, i co teraz nosisz ze sobą jako dowód, nie jako ranę.
Zrób dzisiaj
Nazwij jedną stratę, którą już przeżyłeś w swoim życiu – dużą czy małą – z którą jednak sobie poradziłeś. Nie jako powód do żalu. Jako dowód.
Odporność to nie tylko zdolność ochrony tego, co masz. To również zdolność utraty czegoś i pójścia dalej.
Przypisy — rozdział 8.5
1 Tedeschi R.G., Calhoun L.G., Psychological Inquiry, 2004. ↩