Ambicje, które już ci nie służą
„Kiedyś otworzę własną restaurację.”
Tomek mówił to sobie od dwudziestu lat. Na każdym rodzinnym obiedzie, przy każdej większej zmianie w życiu, zawsze w czasie przyszłym – „jak już się uda”, „jak będę miał więcej czasu”, „jak dzieci dorosną”. W międzyczasie zbudował zupełnie inną, udaną karierę. To zdanie jednak nigdy nie zniknęło, tylko cicho czekało gdzieś z tyłu głowy, jako niedokończona sprawa, która co jakiś czas przypominała o sobie poczuciem winy, zwykle przy oglądaniu kolejnego programu kulinarnego.
W wieku pięćdziesięciu pięciu lat Tomek powiedział sobie coś innego, po raz pierwszy szczerze: „To marzenie należało do kogoś, kim byłem w wieku dwudziestu pięciu lat. Dziś już nie chcę pracować po czternaście godzin dziennie, zarządzać personelem, ryzykować oszczędności życia na biznes, w którym większość upada. Chcę czegoś innego – więcej czasu, mniej stresu, gotowania dla przyjemności, nie dla biznesu, dla siebie i przyjaciół, nie dla anonimowych gości.”
Zrezygnowanie z tej ambicji nie było porażką. Było uczciwością wobec tego, kim się faktycznie stał, w miejsce lojalności wobec tego, kim kiedyś chciał być – dwie różne rzeczy, które łatwo pomylić, kiedy przez dwadzieścia lat powtarzało się to samo zdanie tak często, że zaczęło brzmieć jak część własnej tożsamości.
Nie każda niezrealizowana ambicja zasługuje na to, żeby ją realizować do końca życia tylko dlatego, że kiedyś ją sobie postawiłeś. Czasem trzymamy się starych celów nie dlatego, że wciąż ich chcemy, ale dlatego, że rezygnacja z nich wydaje się przyznaniem się do porażki. A to nieprawda – to po prostu zmiana planu przy zachowaniu kierunku.
Zrób dzisiaj
Nazwij jedną ambicję, którą nosisz od lat, i zapytaj się szczerze: czy wciąż jej chcę, czy tylko wciąż się do niej przyzwyczaiłem?